// Monotonia życia

Monotonia życia

 Kilka lat siedzę w domu i wychowuje dzieci, prasuje, gotuje, sprzątam. Czasami się zastanawiam czy nie zatraciłam gdzieś siebie, swojego ja. Jestem już zmęczona tymi domowymi obowiązkami. Kocham moje dzieci najmocniej jak tylko umiem. Ale chciałabym czasami wyjść z domu, odprężyć się i zapomnieć o wszystkim. Nie mam nawet gdzie rozładować emocji.

 Córeczkę karmię jeszcze piersią i wiem, że mogłabym wprowadzać już jakieś zupki, ale nie chcę. Jestem we mnie jakieś uczucie, które mówi mi, że to jeszcze nie pora. Teraz okazuję jej miłość poprzez guanie, rozmowy, lulanie do snu, ale właśnie też poprzez karmienie piersią. Wiem, że jak zacznę odstawiać ją od piersi to już nie będę miała szansy do tego wrócić, może dlatego tak się wzbraniam przed tym. Z drugiej strony nigdzie nie mogę sama wyjść bez niej. Nawet jak jadę na zakupy, to syna zostawiam mężowi a z córeczką jadę do sklepu. Wiem, że można ściągać pokarm, ale niestety to nie dla mnie.

 Cieszę się, że mam dzieci, bardzo je kocham. Zazdroszczę tym osobom które pracują, mają jakieś kwalifikacje. Wiem, że do pracy nie wrócę, nawet nie mam gdzie wrócić. Tak bardzo żałuję, że nie wyszkoliłam się w konkretnej dziedzinie zawodu. Ci którzy są lekarzami, prawnikami, informatykami mają konkretny zawód, robią coś na czym się znają. A ja, niestety, ale jestem po ogólnym zarządzaniu i co? Super mam wiele pomysłów np. na prowadzenie firmy, ale musi mi pomóc np. mąż w tym. A ja chciałabym robić coś całkowicie sama bez niczyjej pomocy. Może trochę jestem ambitna, ale po prostu tak to czuję.

 Do swojej pracy nie mogę wrócić ponieważ zbyt korporacyjna atmosfera panuje oraz zbyt duży stres jak dla mnie. Po drugie, wypadłam już z rynku, brak dokształceń, szkoleń, praktyki. Zawsze marzyłam aby pracować w konkretnym dziale, ale teraz wiem, że to nie dla mnie. Z jeden strony chciałabym pracować, ale z drugiej ogarnia mnie lenistwo i przyzwyczaiłam się do siedzenia i zajmowania się domem. Chyba zatraciłam gdzieś po drodze pewność siebie. Umarła we mnie chęć pracy i wspinania się po drabince kariery. Teraz liczy się rodzina. Chciałabym wrócić do pracy, tak naprawdę dlatego aby oderwać się od tej codzienności, która czasami mnie irytuje.

 Niestety, ale będąc w domy cały czas, człowiek powolutku zatraca się. Nie mam z kim porozmawiać, no bo przecież koleżanki pracują, więc po południu nie mogę zadzwonić. Czuje, że się izoluje, brak mi ludzi. Maż gdy wraca z pracy to najchętniej zostałby w domu, a ja natomiast wyszłabym do ludzi.

 Pomijam fakt, że mogłabym ściągnąć mleko dla Małej i po prostu wyjść, ale mi się nie chce. Jak myślę, że muszę się normalnie ubrać i ruszyć tyłek z domu to prozaicznie nie mam chęci, a czasami nawet ogarnia mnie lęk. Chyba powolutku zaczynam wariować w tej mojej samotności. Wcześniej organizowaliśmy imprezy i przychodziło mnóstwo ludzi, a teraz nie. Wymówka to oczywiście dzieci, a co my z nimi zrobimy itd., a przecież może to być impreza piknikowa, ale zaraz znajdzie się następna wymówka kasa, a jak nie to, to kogo zaprosimy itd. Męczy mnie to, żyjemy w takim zamkniętym świecie.

 A mi normalnie brak ludzi, brak śmiechu, wygłupów. Wszystkie dni są takie same, takie szare, raz lepsze, raz gorsze. Każdy dzień zaczyna się tak samo, a mianowicie rano pobudka przez dzieci, ubieranie, śniadanie, spacer, zupa, drzemka dzieciaków, obiad, spacer lub zabawa w domu, kąpiel, kolacja i lulanie do snu. W międzyczasie są karmienia, noszenia, zabawa z 5 miesięcznym drugim Szkrabem i znowu… Nudne co? Nie ma we mnie energii, siły aby się zmobilizować i coś zrobić. Moglibyśmy pojechać na wycieczkę do Kazimierza Dolnego, ale po co. Tylko dla długiej podróży, obiadu w restauracji i powrotu do domu. Ogarnął mnie ogromny leń. Nie wiem co mam zrobić aby się doładować.

 Czegoś mi brakuje w tym życiu. Śmieszne jest to, że gdybym pracowała a nie miałabym rodziny to tęskniłabym za tym. Zawsze tak jest jak czegoś się nie ma to prostu tego brak, ale niekoniecznie sprawiłoby to nam radość. Narzeka się na jedną rzecz, ale jak jest ok to znajdzie się inny powód do narzekania.

 Wydaje mi się, że tęsknie za pracą tylko dlatego, że brak mi ludzi i wychodzenia z domu. Mam nadzieję, że zmieni to się gdy dzieci podrosną i będziemy mogli je zostawiać u dziadków. Ale może też być za późno, bo przyzwyczaimy się do tej szarości życia i nie będzie nam się chciało tego zmienić. Raczej ja postrzegam te dnie jako ponure, bo mąż pracuje, oderwie się i wróci do domu. Brak mi w życiu urozmaicenia. Oddzielny temat to seks, bo tutaj to mój maż ani ja nie możemy narzekać.

 Mówię w tym artykule o moim trybie dnia. Zawsze jestem na potrzeby dzieci i męża. Mamo podaj mi picie, mamo pomóż mi, mamo uprasuj mi tę bluzę. Mamo to mamo tamto, a w głębi duszy czuję, że nikt nie patrzy ma moje potrzeby, pragnienia. Wiem dzieci są małe, więc tego nie rozumieją.

 Jestem tylko człowiekiem który też ma jakieś pragnienia, marzenia i potrzeby, ale niestety to poszła na dalszy plan, może kiedyś odnajdę się w jakieś dziedzinie i zacznę się realizować.

 Gddy kobieta jest na wychowawczym, a mąż pracuje to tęskni się za różnymi rzeczami. Mąż marzy o spokoju, a ja najchętniej poszłabym w świat.

 Lubię czytać książki, pisać, ale czasami nie mam już na to siły. Jestem zmęczona. Nie mam chwili dla siebie. Kiedyś uwielbiałam się ładnie ubierać, dbać o siebie i elegancko wyglądać. Teraz tylko dresy, szare, poplamione podkoszulki i sportowe obuwie. Nie wspomnę, że nie ma siły ani się uczesać ani pomalować. Dobrze, że chociaż raz na miesiąc chodzę do fryzjera i do kosmetyczki na depilację, bo wtedy to całkowicie byłabym jak koszmar. Nie mam siły dbać już o siebie, bo cały czas dbam o moją rodzinę i już nic nie zostaje dla mnie.

 Brak mi tej kobiety, która czuła się piękna i zadbana. Brak mi imprez, spontaniczności i pełni życia. Zaczynam przyzwyczaić się powolutku, że to taka kolej rzeczy, pierw wychowanie dzieci, a potem jak mi wystarczy siły zajmę się sobą.

 Może źle zorganizowałam życie, może powinnam więcej wymagać od męża. Ale znowu rozumiem to, że on jestem zmęczony, ale czy ktoś zrozumie, że ja już wyczerpałam się, że potrzebuje jakiegoś speedu, coś co mnie doładuje. Mam chyba za dobre serce i zbyt dużo biorę na siebie. Przykład;
mąż mówi, że poprasuje a ja na to „nie, zostaw ja to zrobię jutro” …… bez komentarza :)

>>podyskutuj o felietonie na forum

Treść artykułu chroniona jest prawem autorskim, kopiowanie bez zgody autorów zabronione.

---

                                                                 

---
Najlepszy Sposób na kurzajki - Wczasy Tunezja - airport transfer krakow - gry mario - bilardy